„Jestem Numerem Cztery” – Pittacus Lore

Tytuł: “Jestem Numerem Cztery”
Autor: Pittacus Lore
Wydawnictwo: G+J Książki
Ilość stron: 320
Ocena: 7/10

   Nie łatwo żyć w strachu i cały czas uciekać przed wrogiem. Czasami jednak jest to konieczne. Pewien piętnastoletni chłopak od dziesięciu lat prowadzi życie, w którym właściwie nic nie jest pewne. Nie pochodzi z Ziemi, ale został tutaj wysłany przed laty wraz z ośmiorgiem innych dzieci ze swojej rodzimej planety Lorien, która została zaatakowana przez wroga. Teraz musi się ukrywać wśród Ziemian i nie dać się złapać Mogadorczykom, którzy chcą zniszczyć naszą planetę, podobnie jak kiedyś Lorien. Cała nadzieja tkwi w nastolatkach, którzy powoli rozwijają swoje moce. Kiedy będą gotowi, muszą stawić czoła niebezpieczeństwu. Do tego czasu jednak ich życie to ciągła ucieczka. Mogadorczycy mogą zabijać ocalałych Loryjczyków tylko w kolejności, ponieważ chroni ich czar. Trzech już nie żyje. Na celowniku jest Numer Cztery.

“Kiedy jedno z nas zostaje wytropione i zabite, wokół prawej kostki tych, którzy jeszcze żyją, pojawia się blizna. (…) To system ostrzegawczy, który powiadamia o naszej sytuacji i mówi, kiedy przyjdą po nas jako następnych w kolejce.”
   
   Narratorem książki jest Numer Cztery, który po śmierci Trójki znowu zmienia miejsce zamieszkania. Tym razem, wraz ze swoim opiekunem Henrim, przeprowadza się do małej miejscowości w Ohio. Przyjmuję imię John. Chłopak po raz kolejny musi wtopić się w otoczenie i próbować żyć jak normalny nastolatek. Tym razem wszystko komplikuje się nieco bardziej niż zawsze. Dopiero tutaj John zawiera prawdziwe przyjaźnie i smakuje miłości, a przecież musi być o wiele bardziej ostrożny, gdyż Mogadorczycy teraz szukają jego. Każdy znak, że wróg się zbliża, może spowodować konieczność ucieczki. Jednak nie łatwo zostawić za sobą to, co się kocha… Ale czy to konieczne? Przecież zawsze mamy wybór, niezależnie od sytuacji. John może uciec albo też zostać i spróbować pokonać najeźdźców z pomocą rozwijających się mocy. Lecz to może nie być łatwe…

“A kiedy ci się wydaje, że wszystko stracone, kiedy wszystko wygląda tragicznie i beznadziejnie, zawsze jest nadzieja.”

   Przyznaję, że nie miałam pojęcia o istnieniu tej książki, dopóki nie obejrzałam filmu nakręconego na jej podstawie. Było to jednak dość dawno, dlatego bez oporu sięgnęłam po dzieło. Dałam się wciągnąć w świat, w którym Ziemia nie jest jedyną zamieszkaną planetą w Układzie Słonecznym i nie żałuję! Co prawda, książka nie jest wybitna, ale potrafi zaciekawić i wciągnąć, co skutecznie sprawia, że czytelnik miło spędza czas podczas lektury. Czytając pierwszą część “Dziedzictw planety Lorien”, nie można się nudzić, gdyż akcja rozgrywa się praktycznie cały czas. Wspaniałą otoczkę tworzy historia planety głównego bohatera oraz owe dziedzictwa z nią związane. W tym tomie dostajemy zaledwie zalążek tego wszystkiego.

   Jeśli zaś chodzi o bohaterów, to nie są oni skomplikowani. Właściwie każdy z nich wydaje się podobny, ale to nie powinno przeszkadzać niewymagającym czytelnikom. Jeśli potraktujemy tę lekturę jako sposób na miłe spędzenie dnia, to właściwie można na to przymknąć oko. W końcu cała książka jest dosyć prosta, dlatego nie powinniśmy wymagać nie wiadomo czego od postaci.
   Mimo wszystko, irytująca była wielka miłość, którą poczuł bohater do pewnej przedstawicielki płci pięknej. Po prostu za szybko. Tak niesamowicie mocne uczucie, jak to, raczej nie powstaje łatwo i bez trudu. A nawet jeśli tak, to zostało to opisane mało wiarygodnie, co działa na szkodę powieści.

   Co jeszcze mogę powiedzieć? Książkę jak najbardziej polecam, zaznaczając ponownie, że nie jest to wybitna i skomplikowana lektura. W sam raz na nudę. Mimo wszystko wciąga, dlatego z pewnością sięgnę po kolejne (mam nadzieję, że trochę lepsze) części. Dodam jeszcze, że podoba mi się sposób reklamowania serii, a także intrygujące dane autora. Zachęcam do poszukania treści zamieszczonych na okładce. Ten chwyt marketingowy zdecydowanie się udał, przynajmniej moim zdaniem.

***

Kolejna recenzja książki, która nabyłam dzięki cudownej promocji Weltbildu. Udało mi się zdobyć takie perełki, że chyba częściej będę szukać podobnych okazji 🙂

Pozdrawiam!

25 Replies to “„Jestem Numerem Cztery” – Pittacus Lore”

  1. Film był super, po nim wzięłam się za książkę, ale tu się niestety rozczarowałam. Mówisz, że miło przy niej spędziałaś czas. Zgadzam się, że to niewymagająca lektura z nieskomplikowanymi bohaterami, ale mnie znudziła. Filmowi nie dorównuje według mnie 🙂

  2. Film oglądałam, jak dla mnie był taki całkiem niezłym średniakiem. Z całą pewnością miał potencjał, ale taki jakiś… Niewykorzystany.
    Jakoś czytać książki o tym samym nie mam w tym momencie ochoty. Może kiedyś 😉

  3. Oglądałam film. Odtwórca głównej roli – cudo 🙂 Fabuła nie była najgorsza, więc chyba jestem w stanie wyobrazić sobie ciekawą książkę w podobnych klimatach 🙂

  4. Ooo, koniecznie muszę przeczytać tę książkę. Kiedy słyszałam o filmie, miałam ochotę go obejrzeć, ale jakoś szybko minęła. Ale po powieść na pewno sięgnę! 🙂

  5. Jestem w trakcie czytania "Mocy sześciorga" czyli tomu drugiego i raczej szału nie ma, ot przeciętna powieść fantasy, którą w sumie sympatycznie się czyta, jednak raczej nie na tyle aby sięgnąć po kolejne części.

  6. Szczerze mówiąc nie wiedziałem nawet o tej książce, za to kiedyś oglądałem jakoś przelotnie film, już nawet niewiele z niego pamiętam, ale wiem, że nie zrobił na mnie zbyt dobrego wrażenia. Jakoś nie do końca taka fantastyka mnie przekonywała. Ale może warto spróbować przeczytać książkę, która być może bardziej by mi się spodobała.
    Pozdrawiam:)

  7. Nie wiedziałam, że ten film powstał na podstawie książki. Słyszałam o tej historii wiele różnych opinii, więc z chęcią sama przekonam się na własnej skórze, jak to z nią jest 😉

  8. jak się nie mylę oglądałam film nakręcony na podstawie tej lektury. nie lubię czytać książek, gdy znam ich zakończenie więc odczekam jeszcze, aż moja pamięć się ulotni 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.