Recenzje

„Noc, kiedy umarła” – Jenny Blackhurst

 

Moja ocena:

Szczęśliwa panna młoda, która bierze ślub w pięknym miejscu, otoczona rodziną i przyjaciółmi, rzuca się z klifu do morza podczas swojego przyjęcia weselnego. Jej ciała nie udaje się odnaleźć i choć wiele wskazuje na samobójstwo, nikt nie chce w to uwierzyć – zwłaszcza świeżo upieczony pan młody, dla którego ten dzień miał być najważniejszym dniem w życiu, a stał się koszmarem. Po tygodniach poszukiwań zaginionej Evie staje się jasne, że kobieta najprawdopodobniej nie żyje. Jedynie jej mąż wciąż nie traci nadziei na odnalezienie ukochanej. Pociesza go najlepsza przyjaciółka Evie, Rebecca, która również cierpi z powodu utraty bliskiej osoby. Rebecca jednak jako jedyna ma pewność, że Evie nie żyje – a co więcej, zna powód jej decyzji. Dlatego gdy pewnego dnia dostaje smsa od zmarłej przyjaciółki o treści „MOGŁAŚ MNIE URATOWAĆ”, zaczyna czuć niepokój.

„Nasze mózgi są uwarunkowane tak, by wierzyć, że najprostsze wytłumaczenie jest prawdziwe.”

Książka ma naprawdę mocny i zaskakujący początek, dlatego ciężko się od niej oderwać. Czytelnik od razu zostaje wrzucony w sam środek niezrozumiałej dla nikogo sytuacji. W końcu co może skłonić człowieka do samobójstwa w dniu ślubu? A jeśli to jednak było morderstwo, to kto to zrobił i dlaczego? Czy nieodnalezione ciało może oznaczać, że Evie jednak żyje? No i co z smsami od zmarłej do jej przyjaciółki, która wiedziała, że Evie planuje się zabić?

Autorka książki skupia się przede wszystkim na przedstawieniu czytelnikowi bohaterów. Każdy rozdział pisany jest w pierwszej osobie, lecz z punktu widzenia innej postaci. Dodatkowo rozdziały z okresu po tragicznym weselu przeplatają się z fragmentami opisującymi młodość trójki głównych bohaterów – Evie, Richarda i Rebeki. Jest to naprawdę świetny zabieg, bo pozwala czytelnikowi śledzić niejako dwie różne historie, jednocześnie dodając filmowy efekt ucinania fabuły w najbardziej emocjonującym momencie – zawsze wtedy przenosimy się do innych czasów, a na dokończenie poprzedniej historii musimy czekać kolejnych kilka stron. Dzięki temu akcja książki jest naprawdę wciągająca, a z każdą następną stroną pojawia się coraz więcej pytań – i żadnych odpowiedzi. Zakończenie to typowy plot twist, który burzy czytelnikowi obraz historii powstający przez większość lektury. Naprawdę nie można odmówić autorce pomysłowości i przebiegłości w snuciu fabuły, jednak momentami akcja była nieco przerysowana i wręcz nieprawdopodobna – chyba, że za prawdopodobne i realne uznamy też fabuły telenoweli. 

„Noc, kiedy umarła”, to książka, którą czyta się naprawdę szybko. Przede wszystkim dlatego, że zagadka zniknięcia panny młodej jest naprawdę nietuzinkowa. Poza tym, styl autorki jest prosty i przyjemny – nie jakiś wybitny, ale pasujący do tak prowadzonej narracji. A warto wspomnieć, że oprócz wciągającej intrygi w książce przedstawione są także wątki zakazanej miłości, problemów wynikających z różnych statusów społecznych ukochanych, nieodwzajemnionego uczucia czy też wartości prawdziwej przyjaźni. 

„Kochamy ludzi niezależnie od tego, do jakiej należą warstwy społecznej, niezależnie od ich statusu, wyznania i koloru skóry. I kochamy ich bez lęku. Bo gdyby odrzeć ich z tego wszystkiego, okaże się, że serce osoby, która trzyma tacę, jest takie samo jak serce osoby, która z niej je.”

Choć zakończenie jest trochę zbyt nieprawdopodobne, to właśnie dzięki niemu powstała tak wciągająca fabuła. Dlatego też myślę, że jak na thriller jest to naprawdę dobra książka, z którą warto spędzić wieczór – ot tak, zamiast filmu akcji. Ja bardzo lubię gdy książka wywołuje we mnie gamę różnych emocji, dlatego na pewno sięgnę po kolejne dzieła tej autorki.

 

Znajdź mnie na Instagramie:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.